Wstęp do motywu LEKARZ
 
Hipokratesowi, najsłynniejszemu lekarzowi greckiemu, wywodzącemu swój ród od mitycznego Asklepiosa, zawdzięczamy sformułowanie podstawowych zasad etyki lekarskiej. Lekarz zobowiązany jest działać tylko dla dobra chorego, nie szkodzić mu; nie wolno zadawać śmierci i ujawniać tajemnicy pacjentów.
 
W literaturze spotkamy różne portrety lekarzy. Będą między nimi ludzie bardzo ofiarni, wypełniający do końca swoje posłannictwo; będą jednak także ambitni i chciwi, profesję swą traktujący jak normalny zawód, który ma przynosić dochody, zapominający o powołaniu. Będą - niestety - szarlatani czy oszuści.
 
Postaci szlachetnych, ofiarnych lekarzy odnajdziemy na kartach Dżumy. Dzielny doktor Riuex, który mimo wyczerpującej pracy w ogarniętym zarazą mieście potraf uśmiechać się do swoich pacjentów, jest wyrozumiały nawet dla starego astmatyka, który wycofał się z życia i obserwuje przemijanie kolejnych dni, czy dla przestępcy Cottarda. Doktor Castel nie poddaje się grozie epidemii, tylko wspierany przez kochająca żonę, pracuje w skupieniu nad serum, które ma ocalić mieszkańców zadżumionego miasta.
 
Takich wspaniałych ludzi spotykamy i w innych utworach. Marek Edelman, uczestnik powstania w getcie, któremu udało się ocaleć, teraz ratuje ludzkie życie. Jest bliski swoim pacjentom; każde ocalone istnienie to jego osobiste zwycięstwo. Osłania płomień świecy, by palił się chwilę dłużej, niż życzyłby sobie tego Wszechmocny... Chce zdążyć przed Panem Bogiem. Czy zgodziłby się z nim Riuex, który twierdził, że nie może wierzyć w Boga, jeśli chce walczyć ze śmiercią?
 
Szlachetną postacią jest doktor Tomasz Judym, dla którego walka z nędzą stała się celem życia. Poświęcił własne szczęście, by pomóc innym. Podobnie ofiarny był Paweł Obarecki, dopóki nie złamała go podłość małomiasteczkowej społeczności. Kiedy upokorzono go po raz kolejny, uniemożliwiono pracę - uległ. Wielu lekarzy ukazanych w literaturze traktuje jednak swój zawód po prostu jako źródło dochodów.
Takim właśnie człowiekiem stał się bohater Siłaczki, kiedy mu wreszcie udowodniono, że jest marzycielem i szaleńcem. Tacy byli lekarze zgromadzeni w salonie doktora Czernisza, których Judym nadaremnie próbował przekonać do zainteresowania się losem nędzarzy, bezdomnych, robotników. Takich spotka również w bogatym uzdrowisku. W tym świecie obowiązywała zasada dawajcie pieniądze i wynoście się.
 
 
Lekarzowi, nawet najzdolniejszemu i zaangażowanemu w  problemy swoich pacjentów, grozi jednak poważne  niebezpieczeństwo: zobojętnienie. Pisze o tym S. Grochowiak w  wierszu Lekcja anatomii. Oswojenie ze śmiercią i cierpieniem  może spowodować, że lekarz przestanie widzieć w pacjencie  żywego, czującego człowieka, będzie on tylko problemem  medycznym. Tego straszliwego zagrożenia uniknęli Edelman czy  Riuex, prawdziwi lekarze, dla których każdy chory reprezentuje  bogactwo swoich przeżyć, doświadczeń, możliwości.
Lekarze nie zawsze chcą pamiętać o treści złożonej przysięgi.  Umiejętność uzdrawiania stwarza wiele możliwości manipulowania  ludźmi... jakaż to pokusa dla słabych natur. Lekarzy-oszustów,  którzy pomóc swym pacjentom nie potrafa, a nawet są dla nich  niebezpieczni, piętnował w bajkach I. Krasicki.
 
Kim jest dla nas lekarz? Nie jest to pytanie, na które łatwo udzielić odpowiedzi w czasach, kiedy aborcja jest w wielu krajach traktowana jak normalny zabieg, dyskutuje się nad legalizacją eutanazji, handluje organami, rozwija się inżynieria genetyczna, pacjent zaś na ogół nie zna specjalisty, do którego się udaje. Nie pomagają budować zaufania do lekarza sytuacje, gdy pacjentowi nie udziela się pomocy. Tego rodzaju bolesne sprawy, które chętnie eksploatuje żądna sensacji prasa, niszczą wizerunek tych, którzy swoje życie poświęcają najszlachetniejszemu celowi na świecie - ratowaniu życia innych ludzi.
 

Ignacy Krasicki Wybór bajek
Oświecenie
 
Bajka jako gatunek literacki narodziła się w starożytności. Za pierwszego bajkopisarza uważa się Ezopa, żyjącego w VI w p.n.e. Był on twdrcą krótkich, zwięzłych utworów pisanych proza, których bohaterami najczęściej były zwierzęta, symbolizujące ludzkie typy osobowości i postawy.
Bajki Krasickiego budzą podziw nie tylko ze względu na kunsztowna formę, ale i na treść, która ma uniwersalną i ponadczasową wartość. Bajkopisarz zawarł w swych utworach wiele refleksji odnoszących się do ludzkiej natury i świata. Te pełne goryczy i pesymizmu spostrzeżenia są wyrazem swoistej fllozofli Krasickiego, waIcZącego z obłuda, zakłamaniem i głupota, tkwiącymi w ludzkiej naturze. z każdej jego bajki wypływa nauka 0 ogólnoludzkim charakterze.
Oświeceniowy twórca z zapałem potępiał nie tylko wszelkie ludzkie wady, ale także typowe dla epoki przekonanie o nieograniczonych możliwościach ludzkiego rozumu. Tu właśnie należy szukać źródeł powstania bajek ośmieszających lekarzy, przekonanych o swoich umiejętnościach i wiedzy. Dwie z nich pochodzą z tomu Bajki i przypowieści.
W bajce pt. Doktor w sposób lapidarny, ale jednocześnie niezwykle wyrazisty, autor ośmiesza lekarza, który miast wyleczyć swego pacjenta - doprowadził go do śmierci. Doktor, zachwycony stworzonym medykamentem, nie zauważył bowiem, że lek z dnia na dzień pogarszał tylko stan chorego.
O wyjątkowej nieufności, z jaką Krasicki odnosił się do lekarzy, opowiada także bajka pt. Doktor i zdrowie. Autor ukazał tu dialog pomiędzy doktorem i upersonifikowanym zdrowiem. Morał wypływający z rozmowy bohaterów świadczy o tym, że zdrowie nigdy nie chodzi w parze z lekarzami.
Dwa kolejne utwory piętnujące lekarzy należą do tomu pt. Bajki nowe. Są to bajki narracyjne, w których bohaterami są ludzie ubrani w maski zwierząt. Według J.W. Gomulickiego pomysł napisania utworu pt. Chłop i cielę zaczerpnął Krasicki z humorystycznej rozmowy, jaką odbył z dwoma lekarzami Stanisława Augusta. Doktorzy przyznali w niej, że niewłaściwie zastosowane lekarstwo może zaszkodzić pacjentowi.
Kolejna bajka - Lew chory - ukazuje stosunki panujące w dworskich kręgach. Niedźwiedź symbolizuje tu doktora kompetentnego, który pada ofarą wygodnictwa pacjenta ­swego pana. Drugim lekarzem jest przebiegły lis. Szybko wyciaga on wnioski z porażki niedźwiedzia i proponuje pacjentowi lekarstwo, które wprawdzie nie ulży w chorobie, ale z pewnością zaspokoi kaprysy pana.
Stefan Żeromski „Siłaczka”
Pozytywizm
 
Doktor Paweł Obarecki jest obok Stasi Bozowskiej głównym bohaterem noweli Stefana Żeromskiego pt. Siłaczka. Autor ukazał w swym utworze koleje losu ambitnego i zdolnego lekarza, który pod wpływem pozytywistycznych haseł „pracy u postaw" wyrusza do prowincjonalnego Obrzydłdwka, by nieść pomoc ludziom chorym i ubogim. Żeromski przedstawia stopniowe przemiany, jakie dokonują się w lekarzu pod wpływem trudnych warunków życia, oraz oporu, z jakim jego działalność spotyka się w nowym środowisku.
Z relacji narratora dowiadujemy się, że Paweł Obarecki przybył do Obrzydłówka zaraz po ukończeniu studiów. Był wówczas człowiekiem śmiałym, szlachetnym i energicznym. Pełen młodzieńczego zapału lekarz niebacznie wywołał konflikt z obrzydłowskim farmaceutą. Miejscowa apteka nie była bowiem wyposażona w podstawowe środki medyczne, a te, którymi dysponowała, farmaceuta sprzedawał po wygórowanych cenach. Z początku lekarz próbował upominać aptekarza, rozmawiać z nim, lecz szybko spostrzegł, że nie przynosi to żadnych efektów, a jego idealistyczna postawa staje się obiektem kpin. Postanowił jednak nie poddawać się i działać samotnie.
Po roku szykan zapał lekarza począł jednak słabnąd. Paweł Obarecki stopniowo pogodził się z tym, że jego prośby, namowy, istne prelekcje z zakresu higieny nie trafają do ludzi, którzy żyjąc na granicy nędzy, troszczą się jedynie o zaspokojenie najbardziej podstawowych potrzeb. Pacjentami doktora stali się w tym czasie wyłącznie żydowscy mieszkańcy miasta, których zachęcała nadzwyczajna taniość m e d y c y n y. Wkrótce też jego apteczka - symbol młodzieńczego zapału i idealizmu ­została zamknięta w szale.
Akcja noweli rozpoczyna się w momencie, gdy doktor przebywa w Obrzydłdwku już szósty rok. Dawno zapomniał o swoim powołaniu i o ideach, które przyświecały mu u początku lekarskiej drogi. Popadł w rozleniwienie i apatię, które ciążyły mu i sprawiały, że nie czuł się człowiekiem szczęśliwym.
Bardzo rzadko udawało mu się wyrwać ze stanu melancholii, który zaakceptował już dawno. Rzadko też zastanawiał się nad sytuacja, w jakiej się znalazł. Refleksje, jakie wówczas przychodziły, pełne były gorzkich wyrzutów, nagłych postanowień i planów, których jednak nie potrafił zrealizować, opanowany przez lenistwo nieopisane, lenistwo zabójcze.
Doktor nadal leczył, lecz bez zapału i poświęcenia, toteż nikt nie mial już ~...] z calej jego ówczesnej „działalności" za pól papierosa pożytku. Stał się człowiekiem samotnym i nieszczęśliwym. Uczucia pustki wewnętrznej i niepokoju próbował gasić, obcując z przyroda, ale okazało się, że nie znajduje w niej ukojenia.
Nie miał przyjaciół, a z miejscowym księdzem i sędzią spotykał się niejako z konieczności. W rzeczywistości towarzystwo prowincjonalnych znajomych nudziło go i denerwowało.  . Zatracił wszelkie ambicje i marzenia. Jedyne, na czym mu zależało, to ­w miarę możliwości - otaczać się ludźmi będącymi w jakiej takiej kulturze. Pogodził się nawet ze swym dawnym wrogiem ­aptekarzem. Wówczas to narodził się pomysł prowadzenia wspólnie nieuczciwych interesów. Mimo iż wizja współpracy z aptekarzem napawała doktora wstrętem, to jednak przeczuwał, że nie znajdzie w sobie dość siły, by zrezygnować z okazji łatwego zarobku.

Konformizm i obojętność sprawiły też, że Paweł Obarecki już dawno przestał leczyć ludzi ubogich, którzy nie byli w stanie płacić mu za leki.
Czasem budziły się w nim wyrzuty sumienia. Pytania, które zadawał wówczas samemu sobie, nie motywowały go jednak podjęcia walki, zmiany swoich przyzwyczajeń oraz stosunku swego zawodu.
Pewnego dnia do doktora Obareckiego przybył posłaniec z prośbą o udzielenie pomocy chorej nauczycielce z sąsiedniej wsi. Lekarz prawdopodobnie odmówiłby leczenia ubogiej pacjentki, lecz tego dnia pragnął wyrwać się z pustego gabinetu, w którym walczył właśnie z nudą i wyrzutami sumienia. Postanowił więc pojechać wraz z posłańcem. Gdy przybył na miejsce, okazało się, że chora na tyfus kobieta jest jego dawną znajoma, dziewczyna, ktdrą znał jeszcze z Warszawy, z okresu studiów i ktdrą wówczas darzył gorącą miłością. Teraz leżała pogrążona we śnie gorączkowym i doktor wiedział, że nie jest już w stanie jej pomóc. Nie zabrał ze sobą żadnych lekarstw, a oczekiwanie na chininę i inne niezbędne medykamenty miało trwać zbyt długo. Stasia Bozowska umarła. Dla doktora Obareckiego był to bardzo silny wstrząs. Wiedział, że dziewczyna, podobnie jak on, wyjechała z Warszawy, by spełnić swój obowiązek pracy dla dobra ubogich i pokrzywdzonych ludzi. Wiedział też dobrze, że nie poddała się do końca, mimo iż los zgotował jej znacznie dotkliwsze cierpienia niż jemu. Doktor przeklinał swoje życie, swoje zatracone ideały. Prawdopodobnie znów gotów był wszystko radykalnie zmienić, spróbować jeszcze raz...
Nie wiemy, jak długo wspomnienie tragicznego losu dziewczyny wpływało na postępowanie lekarza. Ironiczne słowa narratora sugerująjednak, że po pewnym czasie Paweł Obarecki powrócił do swych starych przyzwyczajeń. Pozostał lekarzem, dla którego nie istnieją takie wartości, jak powołanie czy służba ludziom chorym i ubogim.
Stefan Żeromski „Ludzie bezdomni”
MtODAPOLSKA
 
Wzorzec społecznika, szlachetny, rozhisteryzowany, ponury, pełen kompleksów, tragiczny, romantyczny (w czasach pozytywizmu) ofiarnik miotający się samotnie wśród powszechnego sobkostwa, zmuszony do uważania perspektyw osobistego szczęścia za wizję zdrady swej humanitarnej misji ­tak ocenia Tomasza Judyma, bohatera Ludzi bezdomnych, Jan Józef Szczepański. Analizując dzieje Judyma, oceniając jego postępowanie, zazwyczaj zwracamy uwagę na dramat samotnego człowieka, który stoi przed trudnym wyborem - czy powinien związać się z Joasia, założyć dom i wieść szczęśliwe życie, czy też jego powołaniem jest całkowite poświęcenie się pracy i niesienie pomocy ludziom najuboższym. Często również zastanawiamy się, kim jest główny bohater powieści S. Żeromskiego - romantykiem czy pozytywistą. My zajmiemy się tutaj innym zagadnieniem - postaramy się przedstawić i ocenić Judyma tylko jako lekarza.
Judym ma bardzo konkretne poglądy na temat roli i powinności lekarza. Prezentuje je w swoim referacie, odczytanym w salonie doktora Czernisza, a także w trakcie dyskusji, jaka wywiązała się po jego wygłoszeniu. Prelegent przedstawia najpierw swoje obserwacje, poczynione w czasie pobytu na praktykach lekarskich w Paryżu, a dotyczące życia najuboższych mieszkańców tego miasta. Później, w sposób konkretny i rzeczowy, kreśli obraz rozpaczliwych warunków, w jakich żyje polska biedota. Podkreśla, że tak na wsi, jak i w mieście nie ma podstawowych środków do utrzymania higieny; wskazuje też między innymi na szerzące się wśród biedaków choroby, na nieodpowiednie odżywianie, brak pomocy lekarskiej. Judym zadaje jednocześnie pytanie: kto jest odpowiedzialny za tę sytuację i na kim spoczywa obowiązek jej rozwiązania. Odpowiedź, według młodego idealisty, jest oczywista - walką o poprawę egzystencji ludzi najuboższych powinni zająa się lekarze.   nie wystarczy praca pojedynczych osób.
Judym kreśli szeroki program reform, z niechęcią odnosząc się do filantropii, w której skuteczność nie wierzy:  Twierdzi, że współczesny mu lekarz, lekarz ­sluga ludzi bogatych, zapomina, że obowiązkiem jego jest objęcie opieką medyczną wszystkich potrzebujących, a szczególnie najbiedniejszych i bezbronnych. Uważa też, iż zadaniem lekarza jest nie tylko leczenie, ale również zapobieganie chorobom, podnoszenie poziomu higieny i prowadzenie działań profilaktycznych.
Judym nie spotkał się ze zrozumieniem słuchaczy, którzy bardzo sceptycznie, wręcz z oburzeniem, odnieśli się do jego propozycji. Trudno się temu dziwić, zważywszy, że byli to ludzie dobrze sytuowani, prowadzący spokojne, wygodne życie, a przede wszystkim, co zarzucił im Judym, leczyli ludzi zamożnych.  Konsekwencje wystapienia w salonie dr. Czernisza Judym odczuł bardzo szybko. Został zbojkotowany przez warszawskich lekarzy. Do gabinetu, który otworzył, nie zawitał ani jeden pacjent. Zdecydował się więc na wyjazd z Warszawy, co nie oznaczało bynajmniej, że rezygnuje ze swoich planów.
Młody lekarz zaczyna więc pracę w zakładzie leczniczym. Po zapoznaniu się z warunkami panującymi w Cisach, z życiem w czworakach, z właściwą sobie pasją i zaangażowaniem urządza dla ludności z okolicznych wsi bardzo zaniedbany do tej pory szpital.
Kiedy wczesnym latem zjechali do Cisów kuracjusze, Krzywosąd nie miał możliwości wywozić za park zgniłego szlamu, wyciągniętego ze stawów. Spuszczał go więc, za zgodą Węglichowskiego, do rzeki, z której czerpali wodę chłopi z pobliskich wsi. W Judymie wszystko k~piało i przewracało się do góry nogami, lecz nikt nie zwracał na jego oburzenie uwagi. Kiedy doszło do ostrej wymiany zdań między nim a Krzywosądem, bezradny lekarz wpadł w szewską pasję i wrzucił administratora do stawu. Konsekwencje tego nieprzemyślanego zachowania były natychmiastowe - Judym musiał opuścić sanatorium. Wydawać by się mogło, że poniósł kolejną klęskę. Nie udało mu się bowiem w Cisach dokonać niczego, z wyjątkiem otworzenia szpitalika. Teraz z kolei nie wie, co ma począć. Młody lekarz jest jednak człowiekiem bezkompromisowym, który całe swoje życie podporządkował walce ze złem i mimo niepowodzeń nie potraf zrezygnować z wytyczonego sobie celu. Tak oto tłumaczy Joasi swoje zachowanie:
Judym nie byłby jednak postacią wiarygodna, gdyby nie przeżywał chwil zwątpienia. Zaraz po opuszczeniu uzdrowiska, na stacji kolejowej czuf się tak słabym, skrzywdzonym, bezradnym i nieszczęśliwym, jak nigdy jeszcze w życiu ~...] teraz przyznawaf zupełną, bezwzględną słuszność Krzywosądowi i dyrektorowi. Był to jednak krótki moment. Zachęcony przez przypadkowo spotkanego dawnego znajomego, Korzeckiego, jedzie z nim do Zagłębia.
I po raz kolejny, podobnie jak w Paryżu, Warszawie, Cisach, lekarz styka się z wszechobecną bieda, cierpieniem, brudem. W zwiedzanej kopalni obserwuje nieludzkie warunki pracy górników. Wstrząsa nim widok śmierdzących nor, w których żyją i umierają mieszkańcy górniczego miasteczka. Dowiaduje się, że podobnie jak w innych regionach Polski, brakuje tu wystarczającej opieki medycznej (na pracowników ośmiu kopalni przypada jeden lekarzl.
Nietrudno więc zrozumieć, że gdy objął posadę lekarza przy kopalni Sykstus, postanowił nie tylko pozostać w Zagłębiu, ale i samotnie kontynuować swą walkę.
Aby zrozumieć powyższą wypowiedź, trzeba tu wspomnieć również o kilku istotnych kwestiach. Judym, tłumacząc Joasi swoją decyzję, był z pewnością pod wrażeniem dwóch wydarzeń, które musiały nim silnie wstrząsnąć. Niedługo przed przyjazdem ukochanej kobiety wezwany został do mieszkanki ubogiego folwarku, chorej na galopujące suchoty, dla której nie było już żadnego ratunku. Po raz kolejny doznał uczucia bezradności wobec choroby, która jest konsekwencją ubóstwa i braku odpowiedniej opieki medycznej. Poczuł też silny emocjonalny związek z cierpiącymi i bezradnymi ludźmi, którym tak bardzo potrzebna jest jego pomoc.
Drugim wydarzeniem, które wpłynęło na decyzję naszego bohatera, była samobójcza śmierć bliskiego znajomego, KOrzeckiego, który, podobnie jak Judym, był wrażliwy na krzywdę

i cierpienie innych i nie potrafił pogodzić się z Otaczającymi go realiami.
Dotąd nie wspomnieliśmy O pochodzeniu Judyma, a przecież i ono w sposób znaczący zdeterminowało jego postępowanie i decyzję. Judym wywodził się bowiem z biednej rodziny warszawskiego szewca. Od dzieciństwa stykał się więc z nędzą i upokarzającymi warunkami życia. Tylko dzięki pomocy ciotki, u której pobyt wspomina zresztą z wyjątkową niechęcia, i swojej pracowitości został lekarzem. Dlatego też wszędzie umie dostrzec krzywdę, przeciwko której się buntuje.  
Doktor Judym to człowiek o niezwykłej wrażliwości moralnej, którym kieruje wewnętrzny nakaz walki ze złem. Jest jako lekarz świadomy wyjątkowej misji społecznej, która na nim spoczywa, i bardzo szeroko pojmuje swoje obowiązki. Nigdy nie poddaje się presji otoczenia i nie zrażony niepowodzeniami w każdym nowym miejscu rozpoczyna pracę od początku, konsekwentnie realizując stworzony przez siebie plan. By dochować wierności ideałom, Judym decyduje się na odrzucenie osobistego szczęścia, gdyż wie, że tylko samotnie może realizować swoje posłannictwo.
Albert Camus „Dżuma"
współczesność
 
Dżuma po raz pierwszy została wydana w 1947 roku. Jej autor Albert Camus zaliczany jest do pisarzy tworzących w duchu egzystencjalizmu - kierunku filozoficznego, którego inicjatorem był dziewiętnastowieczny duński filozof Soren Kierkegaard.   Doświadczenia II wojny światowej doprowadziły do utraty wiary w istnienie trwałych, niezachwianych norm, praw i wartości. Pojawiło się przekonanie, że postęp cywilizacyjny może obrócić się przeciwko człowiekowi
jego podstawowemu prawu - wolności.
Dżuma porusza tę problematykę, ubierając wojnę (lub każde inne zło) w maskę epidemii, która burzy dotychczasowy ład pewnego algierskiego miasta, niesie śmierć i spustoszenie, a ludność zmusza do podejmowania nowych, skomplikowanych wyzwań. Głównym bohaterem tej parabolicznej powieści jest miejski lekarz - Bernard Riuex. Pełni on również funkcję narratora, który w możliwie najbardziej obiektywnym świetle stara się ukazać losy orańczyków, ich reakcje oraz przemiany wewnętrzne, jakim ulegają pod wpływem doświadczeń z dżumą. Opisuje nastroje towarzyszące ludności Oranu od początku epidemii aż po chwilę, gdy opuszcza ona granice miasta.
Dodatkowych informacji o Riuex dostarcza nam początkowa scena pożegnania z chorą żona, która na krótko przed niespodziewanym wybuchem epidemii wyjeżdża na kurację. Widzimy tu doktora zatroskanego o zdrowie kochanej kobiety, przygnębionego, a jednocześnie nieporadnego w okazaniu tych uczuć. Dalej następuje już opis wydarzeń zwiastujących pojawienie się zarazy, potem miesiące wyczerpującej walki, która dla bohatera o tak niezwykłej konstrukcji psychicznej będzie stanowiła nie kończącą się klęskę.
Jako lekarz Riuex ma stały kontakt z ludźmi chorymi i ich najbliższym otoczeniem, jest więc świadkiem tragedii, która stopniowo niszczy porządek miasta. Poznajemy najgłębsze refleksje doktora, obserwujemy jego codzienne zmagania z dżuma, nadludzki wysiłek i poświęcenie, jakie ofiarowuje chorym. Riuex jako pierwszy w swym środowisku przestrzega przed lekceważeniem oznak epidemii. Widząc, w jakim tempie rozprzestrzenia się niebezpieczna i nie nazwana jeszcze choroba, apeluje do swych kolegów, aby natychmiast stanęli w stan pogotowia, nawet jeśli alarm miałby okazać się fałszywy. Sam, nie szczędząc wysiłku, przystępuje do tworzenia szpitala pomocniczego, który w razie konieczności mógłby pomieścić jak największą liczbę pacjentów.
Epidemia zmusiła społeczność orańską do przewartościowania wszystkiego, co uważano dotychczas za fundamentalne, na czym opierano życie. Nikt nie mógł pozostać wobec niej obojętny, każdy, prędzej czy później, zmuszony był przyjąć postawę, która stawiałaby go w określonej relacji do zła, które przyniosła dżuma, i do zła w ogóle. Tylko Riuex wydaje się nie być zmuszonym do dokonywania wyboru czy obierania nowej postawy. W każdej bowiem sytuacji, na każdym etapie rozwoju wydarzeń w mieście doktor postępuje zgodnie z etyką swojego zawodu, tożsamą z nakazem własnej moralności. Wyznawana przez niego filozofa życiowa, oparta na miłości do ludzi, determinuje jego działania zarówno w sferze prywatnej, jak i zawodowej, bez względu na sytuację zewnętrzną.
Rozpoczynając studia medyczne, Riuex nie był prawdopodobnie świadom wszystkich konsekwencji swojego wyboru, lecz z czasem zrozumiał, że niesienie pomocy ludziom jest jego najważniejszą misją i powołaniem.  Riuex w pewien sposób buntuje się przeciwko własnej bezsilności w stosunku do śmierci. Nie godzi się na nią i jako człowiek obdarzony niezwykłą siłą i odpornością psychiczna, próbuje z nią walczyć, nie szukając ukojenia w religii i naukach Kościoła. Nie wierzy w Boga, w jego odczuciu wiara kłóci się z ideą zawodu lekarza:  . Ale ponieważ nikt na świecie, nawet Paneloux, choć sądzi, że w Boga wierzy, nie wierzy w niego w taki sposób, ponieważ nikt nie poddaje się całkowicie, on, Rieux, myśli, że tu przynajmniej jest na drodze prawdy, skoro walczy przeciw światu takiemu, jaki jest.
Doktor przyjmuje na siebie rolę samotnego bojownika ze złem i ludzką krzywdą. Kieruje się przy tym wyłącznie własną skalą wartości i indywidualnym poczuciem konieczności. Uważa się za człowieka głęboko doświadczonego przez los. Najpierw bieda w rodzinnym domu, potem choroba ukochanej żony, wreszcie praca, w której na co dzień styka się z dramatem umierania, wszystko to sprawia, że nasz bohater przyzwyczaja się do stale towarzyszącego mu cierpienia. Uświadamia sobie, że jest ono niejako wpisane w ludzką egzystencję. Może właśnie dlatego z takim spokojem przyjmuje wieść o śmierci żony?
Okrucieństwa, jakie zsyła mu los, nie niszczą go, ale uczą pokory i umacniają w przekonaniu o konieczności ciągłej walki, by nie pozwolić umrzeć i zaznać ostatecznej rozłąki możliwie wielkiej liczbie ludzi.
Riuex czuje się jako człowiek i lekarz powołany do walki z cierpieniem. Swój zawód pojmuje bardzo szeroko i humanistycznie - jako niesienie pomocy ludziom, walkę ze złem, którym jest nie tylko choroba ciała, ale i duszy. Nienawiść do śmierci i do zła w parze z przekonaniem, że w ludziach więcej rzeczy zasługuje na podziw niż na pogardę nie pozwalają mu pozostać obojętnym na los drugiego człowieka. Dla Riuex bowiem bycie lekarzem to nie zawód - to postawa życiowa, którą powinien przyjąć każdy człowiek.
 
Hanna Krall – „Zdążyć przed Panem Bogiem"
współczesność
 
książka Hanny Krall stanowi zapis rozmowy z Markiem Edelmanem, ostatnim żyjącym przywddcą powstania w getcie żydowskim. Głównym celem autorki było ukazanie wydarzeń 1943 roku z perspektywy ich naocznego świadka i uczestnika. Jednak, obok relacji dotyczących powstania, pojawiają się także wypowiedzi dokumentujące stosunek Edelmana do wykonywanego przez niego zawodu kardiochirurga. Refleksje związane z jego doświadczeniami lekarskimi, z powołaniem oraz ze stosunkiem chirurga do życia i zdrowia pacjentów tworzą łącznie drugą i do pewnego stopnia niezależną płaszczyznę tego niezwykłego reportażu. Dla nas właśnie ona będzie stanowiła główny przedmiot opisu.
Wybór, jakiego dokonał Edelman, wiążąc swoje życie z medycyna, pozostaje w ścisłym związku z doświadczeniami wojennymi, które go ukształtowały i nauczyły, że liczy się każde życie - każda najmniejsza szansa uratowania życia.
Mieszkając w getcie, bohater pracował jako szpitalny goniec, który każdego dnia spośród tysięcy ludzi wywożonych do obozów koncentracyjnych wybierał garstkę chorych, którzy nie przeżyliby transportu. Tym sposobem odprowadził na śmierć czterysta tysięcy Żydów. W szpitalu nieraz widział lekarzy i pielęgniarki, którzy zabijali swych pacjentów, chroniąc ich w ten sposób przed śmiercią w komorach gazowych. Według Edelmana powstanie w getcie - walka garstki Żydów z potężną grupą dobrze uzbrojonych i wyszkolonych Niemców - nie miało innego sensu, jak właśnie wybór rodzaju śmierci, było wyrazem tęsknoty za pięknym umieraniem.
Wreszcie skończyła się wojna, która dla bohatera była wojną przegraną. Długo nie mógł odnaleźć się w nowych warunkach, żył w poczuciu, że musi coś jeszcze zrobić, lecz nie myślał wówczas o studiach medycznych. Oto jak wspomina ten okres:
Decyzja o podjęciu studiów lekarskich zapadła więc bez jego udziału. Nie czuł się powołanym do zawodu lekarza i przez pierwsze dwa lata nauka była dla niego obowiązkiem, który wypełniał bez żadnych ambicji i zaangażowania.
Stosunek Edelmana do medycyny kształtował się bardzo powoli i stopniowo.   Edelman zaczął interesować się medycyna, ale odnalezienie powołania w leczeniu ludzi przyszło znacznie później. Pracował  w klinice bardzo słabo wyposażonej w sprzęt medyczny i leki, toteż większość jego pacjentów skazana była na śmierć. Młody lekarz uświadomił sobie wówczas, że jego zadaniem jest ocalenie jak największej liczby chorych. Zdał sobie sprawę, że to jest to samo zadanie, co tam. Na ilmschlagplatzu. Wtedy też stalem przy bramie i wyciągałem jednostki z tłumu skazanych.
Opowiadając historię swego dojrzewania jako lekarza, Edelman przedstawia nam postać Profesora - wybitnego kardiochirurga, który przeprowadza niezwykle trudne i ryzykowne Operacje. Profesor, w odróżnieniu Od naszego bohatera, nie zaznał okrucieństw getta i w związku z tym inaczej ukształtował się jako człowiek i lekarz. Bardzo mocno przeżywa każdą trudną operację.  . Boi się następstw nieudanej operacji. Doktor Edelman, doświadczony przeżyciami okupacyjnymi, pamięta, że w getcie szansa śmierci była zawsze, chodziło o stworzenie szansy życia. Nawet wiele lat po wojnie pamięć O tamtym okresie motywuje go i utwierdza w przekonaniu, że należy wykorzystać każdą najmniejszą nawet szansę, by uratować ludzkie istnienie. Analizując różnice pomiędzy niezdecydowaną postawą Profesora a swoją własna, dochodzi do wniosku, że kiedy się dobrze zna śmierć, ma się większą odpowiedzialność za życie. Edelman pragnie choćby O kilka lat czy miesięcy przedłużyć życie swych pacjentów, odroczyć wyrok. Walkę ze śmiercią traktuje jako wyzwanie, zmaganie się z Bogiem. Mówi:
Doktor Edelman poświęca się całkowicie ratowaniu swych chorych. Gdy trafają do szpitala, chce wszystko o nich wiedzieć, dobrze poznać, by potem wraz z nimi móc cieszyć się ich powrotem do zdrowia. Jest człowiekiem w pełni zaangażowanym w swą pracę, lekarzem bezprzykładnie oddanym pacjentom i wiernym pięknej idei swego zawodu.
Stanisław Grochowiak „Lekcja anatomii"
Współczesność
Stanisław Grochowiak zadebiutował   jako jeden z pierwszych twórców w polskiej literaturze wprowadził do poezji przedmioty codziennego użytku, brzydotę, zjawiska
niepoetyckie, manifestując w ten sposób swoją postawę estetyczną określaną mianem „turpizmu" (od łac. turpus ­brzydki). Artysta nie ograniczył się jednak do tej konwencji i w wielu swoich utworach odwoływał się do tradycji literackiej i tradycji kultury.
Wiersz, który poddamy interpretacji, jest jednym z wielu, w których pojawia się zafascynowanie Grochowiaka barokiem. Utwór traktuje O lekarzu, jednak motyw ten ujęty został niekonwencjonalnie. Sam tytuł, Lekcja anatomii, sugeruje, że będzie to wykład na temat budowy ludzkiego ciała. Okazuje się jednak, że tytuł ten ma sens metaforyczny, wykład odnosi się bowiem do tajników ludzkiej psychiki, jest swoistą anatomią duszy.
Inspiracją do napisania tego wiersza stał się dla Grochowiaka obraz Rembrandta, zatytułowany Lekcja anatomii dra Nicolasa Tulpa. Oto jak to barokowe płótno opisuje wybitny historyk sztuki Jan Białostocki:
Tak przedstawia się dzieło barokowego twórcy. Jednak Grochowiak intrerpretuje je w dość nietypowy i zaskakujący sposób. Jego wiersz ma formę wykładu. Podmiotem lirycznym jest doktor medycyny, który swoją wiedzę przekazuje zgromadzonym wokół siebie studentom, oczym świadczą wzmianki: Ten zabieg znany panom / Zapewne z prac domowych.
Po pierwszej lekturze utworu czytelnik może odnieść wrażenie, że podmiot liryczny opowiada o zwykłej sekcji zwłok. Wskazują na to zwroty: zdjąć ligniną, płukać octem. Kolejna lektura przynosi jednak szereg nowych, zaskakujących skojarzeń interpretacyjnych. Okazuje się bowiem, że lekarza-wykładowcy nie interesuje ciało, ale przede wszystkim bogactwo duszy człowieka, jego przeżycia i doznania. I oto stajemy się świadkami dociekań na temat życia każdego z nas. Poszukujemy istoty ludzkiej egzystencji. Kolejne cięcia chirurgicznego noża odsłaniają coraz to nowe zagadki i tajemnice. Grochowiak potwierdza starą prawdę, że nic nie wiemy o drugim człowieku, gdyż najczęściej spoglądamy na maskę, za którą ukrywa się prawda o nim. Lekarz w trakcie wykładu uczy studentów, iż ta maska jest jedwabna i wystarczy dokładnie się jej przyjrzeć, by zrozumieć, kim w istocie jest człowiek i poznać całą prawdę o
Uczestniczymy w operacji na ciele człowieka, a tymczasem zbliżamy się coraz bardziej do odkrycia tajemnicy istoty jego życia, w które wpisane są i miłość (pocałunki), i cierpienie (siatka krzywd).
Lektura wiersza może przywodzić na myśl także inne wnioski. Wykładowca jest człowiekiem doświadczonym, nieraz zetknął się z ludzkim cierpieniem. Może właśnie dlatego sprawy, o których mówi, nie wywierają na nim silnego wrażenia. Jego wykład jest rzeczowy i chłodny. Mimo iż doktor zwraca uwagę na zawiłości ludzkiej duszy, czyni to bez emocji; by lepiej wytłumaczyć pewne zjawiska, odwołuje się do banalnego przykładu z życia codziennego. Na jego dystans i opanowanie wskazuje też ostatnia zwrotka utworu. Zapada zmierzch, więc lekarz kończy swój zwykły, rutynowy dzień pracy.
Jego postawa jest silnie skontrastowana z zachowaniem studentów. Są to ludzie młodzi, którzy dopiero uczą się zawodu. W przeciwieństwie do swego nauczyciela, nie zdążyli jeszcze oswoić się ze śmiercią i cierpieniem. Wykładowca musi więc ich zachęcać, ośmielać i namawiać do udziału w tej specyficznej operacji - Panowie spojrzą śmielej, Proszę ją nawoływać bez trwogi W młodych lekarzach wciąż jeszcze nie zgasły wrażliwość i lęk.
Tak odczytany wiersz ukazuje głęboką prawdę o lekarzu. Jego emocjonalny stosunek do zawodu z czasem zamienia się w rutynę. Kolejne operacje, obcowanie z ludzkimi tragediami, nie wywierająjuż silnego wrażenia. Choć nabiera doświadczeń i staje się coraz lepszym specjalista, to jednak zatraca swą pierwotną wrażliwość.
Utwór Grochowiaka ma więc głęboki sens moralny. Odkrywa prawdę o człowieku, jego skomplikowanym życiu, ciągłym nakładaniu masek, ale mówi też o stosunku lekarza do swego zawodu. Odsłania smutną prawidłowość, że obcowanie z cierpieniem nie tylko nie uwrażliwia człowieka, ale nawet stopniowo zabija w nim zdolność do współodczuwania.