Wstęp do motywu KARIERA
 
Większość ludzi, zapytana, co to znaczy osiągnąć szczęście, zacznie mówić o materialnym dostatku, dobrej pozycji społecznej, szczęśliwej rodzinie, zdrowiu... i o zrobieniu kariery. Tych, dla których najważniejsza jest doskonałość duchowa, a marności tego świata potrafią się wyrzec, by poświęcić wszystko dla innych, jest naprawdę niewielu. Marzymy o sławie, bogactwie, władzy, wierzymy w nasze możliwości, jesteśmy energiczni i ambitni. Należymy do kręgu kultury Zachodu, która tym właśnie cechom natury ludzkiej pozwoliła się najlepiej rozwinąć. Chcemy zrobić karierę.
Ale nie tylko my, dwudziestowieczni uczestnicy „wyścigu szczurów", mamy takie cele i pragnienia. Ambitni, chciwi, żądni władzy i sławy byli i ci, którzy żyli wiele pokoleń przed nami. Właściciele fabryk, prawnicy, urzędnicy, wojskowi, kupcy, dworzanie, dostojnicy cesarscy... Natura ludzka nie zmieniła się od stuleci.
 
Kariera może mieć różne oblicza. Gdy dla skromnego, utalentowanego człowieka szczytem marzeń jest dokonanie wynalazku, odkrycie nowego prawa natury, polepszenie bytu ludzkości, przeciętna i pospolita większość pożąda tylko splendoru władzy i bogactw. Zdobycie ogromnego majątku i władza nad ludźmi są dla nich najważniejsze. Stanisław Wokulski marzył o sterowaniu balonami i przemianie zaniedbanego Powiśla w dzielnicę przepięknych bulwarów, co nie przeszkadzało mu zrobić olbrzymiego majątku na dostawach wojskowych, prowadzić sklepu i kierować spółką handlową. Krawiec Kujawski nie wykorzystuje odziedziczonego majątku żydowskiego rzemieślnika jedynie dla siebie; stara się ratować dzieła sztuki, by potem przekazać je do muzealnych zbiorów. Wytworny dworzanin dba o ogładę, zdobywa wiedzę, mówi piękną polszczyzną. To są ludzie wartościowi.
 
Lecz kariera może również niszczyć. Droga na szczyty najeżona jest trudnościami; często, by tam dotrzeć, trzeba zrezygnować z wielu rzeczy. z godności i dumy, własnych poglądów i ideałów, poczucia niezależności... czasem nawet z bezpieczeństwa. Gdy pewien prokonsul zastanawiał się, czy wrócić na dwór cesarza (nie mógł biedak żyć spokojnie w swojej prowincji, zbyt daleko był od miejsca, gdzie podejmowano decyzje, gdzie ważyły się losy ludzkie), liczył się z tym, że będzie żył w atmosferze ciągłego strachu, podejrzliwości, niepewności, że jego istnienie w każdej chwili może zostać brutalnie przerwane. Przebywając na dworze cesarza, można obawiać się wielu rzeczy; zatrutego wina, aresztowania... ale także - niełaski.
 
To właśnie niełaski karierowicze boją się najbardziej. Przerażający sen senatora Nowosilcowa jest najstraszliwszą kara, jaką piekielni słudzy zdołali dla niego wymyślić. By nie przegrać wyścigu do stanowisk, pieniędzy i łask, ludzie gotowi są zrobić bardzo wiele. Będą pogardzać dawnymi przyjaciółmi i deptać tych, których los uczynił gorszymi od nich. Zdradzą swój naród, jak Doktor i Pelikan. Zapomną o rodzinie, moralności, godności, jak Eugeniusz de Rastignac. Odrzucą swe dawne poglądy i zgodzą się być marionetkami w rękach innych, jak Zenon Ziembiewicz. Innych ludzi potraktująjak bezwolne narzędzia, które pomogą im osiągnąć cel; to dlatego Łużyn chce się ożenić z siostrą Raskolnikowa, a Rastignac zaakceptuje rolę utrzymanka Deliny.
 
Zgodzą się nawet zabijać.
Czym jest zatem dla człowieka kariera? Czy sprawia, że rozwija się on, dając coś z siebie tym, wśród których żyje, czy degraduje, zmienia go w upodlonego niewolnika? Od czego to zależy - od nas samych, praw otaczającego świata, losu?
To zależy jedynie od człowieka. Jest on istotą obdarzoną wolną wolą - jeśli będzie chciał czynić dobro, pozostanie szlachetny, nie zniszczy go jego ambicja. A jeśli za wszelką cenę chce osiągnąć szczyty, może po drodze zaprzepaścić wszystkie ideały, zatracić wszelkie wartości. Ambitny oficer niemiecki, który chciał zrobić karierę, Jurgen Stroop, stał się przecież ludobójcą...
 
Łukasz Górnicki – „Dworzanin”
ODRODZENIE
 
. Utwór ten jest zarazem tłumaczeniem i przeróóką włoskiego dialogu Baltazara Castiglione'a pt. II libro del cortegiano. Zarówno Dworzanina polskiego, jak i jego pierwowzór zalicza sig do literatury moralizującej, której początki sięgają czasów starożytnych. Oba dialogireprezentują charakterystyczny dla odrodzenia typ tej literatury - speculum, czyli zwierciadło. Głównym celem autorów było wykreowanie wzorca idealnego dworzanina, niemniej udało im się stworzyć swoisty podręcznik, w którym pouczaja, w jaki sposób dworzanin może zrobić dworską karierę.
W grach rozmownych, bo tak w dziele Górnickiego będą się nazywać rozmowy toczone na dworze biskupa, bierze udział dziewięciu zacnych dworzan. Dobór tego towarzystwa nie odpowiada rzeczywistości, jest fikcyjny, co zresztą Górnicki sam potwierdza, mówiąc: te osoby, które są w dialog wwiedzione, wespołek wszyscy jednego czasu u dworu z sobą nie byli. Zaznacza jednak, że byli to ludzie o wyjątkowych przymiotach ducha i umysłu. Ton popołudniowym rozmowom nadaje znakomita postać biskupa Samuela Maciejowskiego, który sam jednak w dyskusjach nie uczestniczy, odrywany od nich ważnymi sprawami państwowej wagi. I tak w ciągu czterech dni znakomitości szesnastowiecznych dworów rozprawiają na tematy, w których winien być obeznany prawdziwy dworzanin.
Pierwszy dzień przynosi odpowiedź na pytanie: Kto prawym jest dworzaninem, a kto tego zacnego przezwiska nie godzien. Opis doskonałego dworzanina rozpoczyna pan Kryski, wymieniając wśród jego niezbędnych cech tę, aby się w ślacheckim, zacnym domu urodził. Jako profesję wyznacza pan Kryski dworzaninowi rycerskie rzemięsło, każąy mu być mężnym i ćwiczonym w różnych sposobach walki, bo im ćwiczerazy będzie w tym rzemięśle rycerskim, tym będzie więtszej czci a chwały godzien. Powoli jednak dyskusja przechodzi z przymiotów fizycznych na duchowe. Rozmówcy podkreślają bowiem istotną rolę cnoty, która powinna ujawniać się we wszystkich dziedzinach dworskiego życia. By zrobić karierę, dworzanin powinien zwracać szczególną uwagę na czystość języka, którym się posługuje. Przede wszystkim powinien unikać barbaryzmów, które rozmówcy uznają za przejaw wydwarzania, czyli przesady. Skrytykowani też zostają ci dworzanie, którzy nadużywają wyrazów i zwrotów obcego pochodzenia. Lepszy jest bowiem nawet polski archaizm niż słowo cudzoziemskie.
W ostatnich dialogach pierwszej księgi rozmówcy powracają do dysputy na temat dworskiej kariery. Ich zdaniem osiągnięcie wysokiego stanowiska uzależnione jest między innymi od wymowności dworzanina. Powinien on panować nad swym głosem, by nie był on ani wrzaskliwy, jak u białejgłowy, ani gruby jako u kmiecia, ale głośny, znaczny, wdzięczny, spaniały i dobrze usadzony. Karierę dworską ułatwi też staranne wykształcenie, a w szczególności znajomość greki i łaciny.
W XVI w. wielu szlacheckich synów stawało przed wyborem drogi kariery. Jedną z możliwości była służba dworska. Dzieło Górnickiego, które można określić jako podręcznik wzorowego dworaka, dawało wiele cennych rad osobom wchodzącym w nowe środowisko. Jednak sprostanie wszystkim wymaganiom stawianym przez Górnickiego nie było łatwe dla przeciętnego polskiego szlachcica. Doskonały dworzanin powinien bowiem odznaczać się mądrościa, posiadać umiejętność pogodzenia służby władcy z dochowaniem wierności własnym ideałom i wartościom.
 
Adam Mickiewicz – „Dziady cz. III”
ROMANTYZM
 
senator Nowosilcow – człowiek pozbawiony skrupułów, niegodziwiec, tyran i karierowicz. Popadł on w niełaskę cara i przybywając do Wilna, starał się dokonać czegoś, co zapewniłoby mu szacunek władcy Rosji. Postanowił więc rozpocząć prześladowania młodych ludzi, którzy niegdyś walczyli o zachowanie polskiej tożsamości. Polityka Nowosilcowa dowiodła, że wystarczy być Polakiem i nie zgadzać się na polityczną niewolę, by zasłużyć na śmierć. Senator, podobnie jak jego najbliżsi współpracownicy, był karierowiczem, człowiekiem okrutnym i bezwzględnym.
Nowosilcow okazuje się człowiekiem, którego stać na największe okrucieństwo. Jako karierowicz gotów jest poświęcić wszystko, byleby tylko na powrót zjednać sobie łaskę cara. Sterowany przez niego aparat władzy opiera się na terrorze. Cała procedura śledztwa w sprawie oskarżonych osób jest fkcją. Nikt tu do końca nie wie, za co zostanie skazany. Więźniowie poddawani są najwymyślniejszym torturom, w trakcie których niejednokrotnie przyznają się do czynów, których nie popełnili. NowosilcOw liczy na to, że wykazując się gorliwością w nieludzkim traktowaniu oskarżonych, zdobędzie rozgłos i sławę, które dotrą do Imperatora. Żądny zaszczytów senator, niegdyś zasmakował już łaski swego pana i teraz nie cofnie się przed najgorszymi bezeceństwami, aby ponownie na nią zasłużyć. Jest człowiekiem uzależnionym od władzy, która przynosi zaszczyty.
Swoistą projekcją najgłębszych lęków senatora jest jego sen, przedstawiony w VI scenie dramatu. Początkowo widzimy tu Nowosilcowa szczycącego się sławą ulubionego carskiego dygnitarza. Sprawia mu to niewysłowioną radość. Świadomość, że wszyscy zazdroszczą mu zajmowanej pozycji, jest dla niego rozkoszą. Przechadza się w tłumie dygnitarzy, którzy z szacunkiem i podziwem zwracają ku niemu swoje twarze. Łaska cara jest więc dla niego największym szczęściem.
Nowosilcow upaja się tą słodką chwilą i oczekuje nadejścia Imperatora. Lecz czeka go niemiłe rozczarowanie.
Widać, jak kruche są podstawy szacunku okazywanego senatorowi przez urzędników. W środowisku służalców i karierowiczów, które gromadzi się wokół cara, wystarczy jedno
jego „krzywe spojrzenie", by wszyscy zgodnie zmienili stosunek do Nowosilcowa. Pozbawiony własnej godności aparatczyk Imperatora staje się ofarą systemu, który sam współtworzy. Jest śmieszny i żałosny zarazem w swym strachu przed szyderstwami doświadczanymi wraz z utratą łaski cara. Koszmarny sen senatora obnaża więc jego wewnętrzną pustkę prymitywizm.
W Wilnie Nowosilcow otoczony jest ludźmi podobnego pokroju. W VIII scenie dramatu ukazane zostały sylwetki dwóch pachołków senatora - Polaków: Doktora i Pelikana.  . zyskując względy Nowosilcowa, został mianowany zastępcą rektora. W swoim środowisku był osobą powszechnie znienawidzoną. Uchodził bowiem za zwolennika caratu i karierowicza. W scenie VIII, rozgrywającej się w pałacu senatora, obserwujemy, jak pomiędzy Doktorem i Pelikanem toczy się walka o względy namiestnika carskiego. Nowosilcow zdaje się być znudzonym nadskakiwaniem Doktora, naigrywa się z niego, lecz w pewnych kwestiach przyznaje mu rację. Pelikan, mimo iż cieszy się pewnym szacunkiem senatora, to jednak zrobi wszystko, by rywalizujący z nim Doktor nie dostapił podobnych zaszczytów.
Służalcy Nowosilcowa, chcąc wywrzeć na nim dobre wrażenie, posuwają się do najbardziej niegodziwych czynów. To właśnie oni wymyślają sposób zabicia już od roku więzionego i
torturowanego Rollisona. By przypodobać się senatorowi, Doktor policzkuje księdza Piotra, który, jego zdaniem, nie okazał namiestnikowi należnych honorów. Wszystkie działania Pelikana i Doktora służąjednemu - zdobyciu łaski wpływowego człowieka, dzięki któremu mogel zrobić karierę. Temu celowi poświęcają wszystko - własną godność, ludzkie uczucia, wrażliwość. zdają się nie odróżniać już prawdy od fałszu, dobra od zła. Ludzka śmierć nie wzbudza w nich żadnych emocji.
Ksiądz Piotr, będący świadkiem zakłamania i okrucieństwa panującego w kręgu Nowosilcowa, wygłasza dwie przypowieści, których morał odnosi się do włodarzy carskiego imperium.
Adam Mickiewicz – „Ustęp do III cz. Dziadów”
ROMANTYZM
 
Ustęp do Dziadów części III to zbudowany z sześciu utworów poemat, stanowiący swoiste zakończenie dramatu Adama Mickiewicza. W każdym z wierszy narrator przedstawia pewien fragment rosyjskiej rzeczywistości. Nas szczególnie interesować będą te obrazy, w których pojawiają się carscy dygnitarze ­osobistości, którym dzięki służalczej postawie udało się zająć wysokie miejsca w hierarchii społecznej. Najwięcej takich opisów znajdziemy w wierszu pod tytułem Przegląd wojska.
Narrator ukazuje tu petersburski plac Marsowy, na którym codziennie przed południem odbywają się przeglądy carskiej armii. Ten rytualny obrządek obserwują nie tylko ubodzy mieszkańcy miasta, ale także zaproszeni goście - osobistości z wyższych sfer, toteż dla władcy Rosji i całej jego świty jest to okazja do zaprezentowania potęgi, bogactwa i majestatu. Ludzie z kręgów dworskich uzależnieni są w pełni od kaprysów despoty, którego jedno słowo czy nieprzychylny gest może zadecydować o ich losie i zburzyć karierę. Urzędnicy więc nieustannie ina różne sposoby zabiegają o względy swego pana, gdyż wiedza, że bez jego łaski nic nie znaczą.
Przedstawiona z nienawiścią przez narratora potężna i liczna armia rosyjska jest wielką dumą cara, toteż wojskowe parady wyznaczają w Petersburgu rytm dnia. Tu najłatwiej zaskarbić sobie przychylność władcy i dlatego urzędnicy państwowi i dworzanie uczestniczą w przeglądach wojska z wielką gorliwościa, nie zważając na mróz, nudę czy zmęczenie.
Obraz dworskich karierowiczów dopełniony został opisem pewnego pułkownika, o którym narrator mówi, iż Nie z powinności chodzif na parady,) Lecz by pokazać świeże epolety.
Postawę, którą przyjmują dworzanie w obecności despotycznego władcy, narrator ironicznie określa mianem stoicyzmu. Carscy pachołkowie są bowiem powściągliwi w wygłaszaniu sądów, zdają się nie posiadać własnego zdania i we wszystkim przytakują carowi. Ich prawdziwa natura ujawnia się dopiero z dala od dworu, gdy przestają być skrępowani więzami służalczej pokory. Stać ich wówczas na wygłaszanie liberalnych sądów, lecz czynią to cicho, by nie zmącić swej przyszłej kariery.
Aby odnieść sukces, rosyjscy urzędnicy zmuszeni są całe swoje życie podporządkować despotycznemu carowi. Zatrącają przy tym własną godność, stają się uniżeni, wierni i obłudni. Nie mogel też pozwolić sobie na śmiałe wypowiadanie jakichkolwiek opinii, niezgodnych z ogólnie przyjętymi poglądami. Zachowując taką postawę, zdobywają wysokie stanowiska, dzięki którym mają wpływ na kształtowanie losów całego kraju. W rzeczywistości nie sąjednak niczym innym, jak tylko narzędziami w ręku cara. Nic więc dziwnego, że wzbudzają w narratorze tyle niechęci i nienawiści, które wyraża on niemal w każdym wersie swojego utworu.
Bolesław Prus „Lalka"
Pozmwizm
 

Stopiło się w nim dwu ludzi: romantyk sprzed roku sześćdziesiątego i pozytywista sprzed siedemdziesiątego. To, co dla patrzących jest

sprzeczne, w nim samym jest najzupełniej konsekwentne. Diagnoza, ktdrą stawia Wokulskiemu jego serdeczny przyjaciel, doktor Szuman, zawiera głęboką prawdę o bohaterze Lalki. Jest
to bowiem człowiek, który dla swej życiowej, romantycznej miłości, potrafił w krótkim czasie zrobić zdumiewającą karierę i zdobyć majątek, dzięki któremu udało mu się wejść w środowisko arystokracji. Kariera Wokulskiego, jego pozycja, fortuna, nie miały jednak dla niego żadnej wartości bez kobiety, której zdobycie okazało się niemożliwe.

Pewnego dnia w teatrze Wokulski po raz pierwszy ujrzał Izabelę Łęcka, arystokratkę, pannę niepospolitej urody, czarująca, lecz niedostępną.
Wokulski wiedział, że aby zdobyć względy pięknej i wyniosłej arystokratki, musi przede wszystkim wejść w jej środowisko, a był na to tylko jeden sposób - zdobycie fortuny.
Dzięki pomnożeniu swych dochodów mógłby też raz na zawsze zerwać z panującym przekonaniem, że wszystko co ma, zawdzięcza nie sobie, lecz pracy dwóch pokoleń Minclów. Postanowił zaryzykować i wszystkie posiadane pieniądze ­trzydzieści tysięcy rubli - zainwestować w dostawy wojenne. tym celu wyjechał do Bułgarii. Gdy po sześciu miesiącach powrócił do kraju, mógł się już uważać za bogacza; udało mu =_ bowiem znacznie pomnożyć swój kapitał.
Zgodnie z przypuszczeniem, dzięki fortunie Wokulski zaczął bywać w domach warszawskich arystokratów. Ten żelazny człowiek ze swymi nowatorskimi pomysłami, inicjatywą i olbrzymim majątkiem, bez trudu zdobywał szacunek wpływowych osobistości i wspólnie znimi prowadził interesy. W istocie jednak pomysłodawcą i realizatorem wszystkich przedsięwzięć był on sam. Stworzył między innymi spółkę do handlu z cesarstwem, co okazało się niezwykle korzystnym posunięciem finansowym. Talent handlowy Wokulskiego sprawił, że udało mu się powiększać nie tylko własny kapitał, ale i pomóc wielu członkom warszawskiej elity. Dzięki temu zdobywał rozgłos, a także uznanie i przychylność środowiska, w które pragnął wejść ze względu na swą miłość do Izabeli.
Od samego początku działalności szczególną troską otoczył rodzinę Łęckich, która znajdowała się wówczas u progu bankructwa.  często widywał pannę Izabelę, która jednak zdawała się nim pogardzać. Wokulski był we władaniu tej kobiety, bez jej przychylności wszystko traciło dla niego sens. Nie cieszył go ani nowy sklep, ani olbrzymi majątek, który zdobywał tylko ze względu na nia, toteż w chwilach zwątpienia, gdy uświadamiał sobie, że jego uczucie nigdy nie zostanie odwzajemnione, Wokulski tracił wszelką motywację do działania. Planował wówczas rzucić wszystko i wyjechać, by na powrót poświęcić się nauce. Jego refleksje zdradzaja, jak niewielką wartość widział wówczas w swoim majątku i pozycji.
Wokulski był człowiekiem niezwykle uczciwym i honorowym. W głębi duszy pogardzał arystokracją i czuł się znacznie mocniej związany z biedotą warszawska, ktdrąjuż od dawna wspierał. Pomoc ubogim mieszkańcom miasta dawała mu ogromną satysfakcję.  Wokulski uzależnił swoje życie od kaprysów ukochanej kobiety. Gdy okazywała mu zainteresowanie, gotów był zrobić dla niej wszystko. Mógł nadal walczyć o pomnażanie majątku, troszczyć się o swą pozycję i dalej budować karierę. Jednak w głębi duszy dobra materialne nie miały dla niego żadnej wartości. Bez trudu zrezygnował z okazji zarobienia olbrzymiej sumy (nie zgodził się na wyjazd z Suzinem do Paryża), tylko dlatego, aby nie opuszczać miasta, w którym spotykał pannę Łęcką. Jego stosunek do posiadanego majątku najlepiej uwidocznił się w chwili, gdy ostatecznie utracił on nadzieję na związanie się z Izabelą. Olbrzymie sumy ofiarował wówczas najbliższym przyjaciołom, potem zaś pozbył się sklepu, nie interesowało go bowiem dalsze budowanie kariery. Ostatecznie wszystkie jego ruchomości, począwszy od sprzętów, skończywszy na powozie ~ koniach, nabyf hurtem Szlangbaum za dosyć niską cenę.
Tracąc wiarę w zdobycie miłości Izabeli, Wokulski zrezygnował nie tylko ze swego majątku, ale być może i z własnego życia. Nie wiadomo co stało się z bohaterem, gdy po raz ostatni opuścił on Warszawę. Czy uciekł w świat nauki, czy może, pogrążony w swym nieszczęściu, zdecydował się popełnić samobójstwo. Pewnym jest, że Wokulski czuł się stracony dla świata.  Honore de Balzak – „Ojciec Goriot”
Pozmwizm
 
Eugeniusz Rastignac - bohater powieści realistycznej H. Balzaca Ojciec Goriot - to młodzieniec, który, wchodząc w życie, musiał dokonać trudnego wyboru: uczciwość czy obłuda, dążenie bez skrupułów do osiągnięcia sukcesów życiowych czy wierność ideałom. Dzieje jego szybkiej kariery, dylematy moralne, które przeżywa, wybory, jakich musi dokonać, są udziałem wielu młodych ludzi. Przyjrzyjmy się zatem bliżej temu bohaterowi, by odpowiedzieć na pytania: co budzi w człowieku żądzę posiadania, co powoduje, że w krótkim czasie upadająjego ideały, że zmienia się nie do poznania?
Oto młody, uczciwy, wrażliwy człowiek przyjeżdża z prowincji do Paryża, aby studiować prawo. Żyje skromnie  , w niewielkim pokoiku,  . Z początku jest pełen młodzieńczych ideałów. Myśli o zrobieniu kariery w dobrym tego słowa znaczeniu, chce bowiem jak najprędzej pomagać skromnie żyjącej rodzinie. Dość szybko jednak obserwacje poczynione w Paryżu, kontrast, który dostrzegł pomiędzy przepychem stolicy a biedą rodzinnego folwarku, budzą w nim nieodpartą chęć zdobycia zaszczytów i życia w bogactwie.
Życie Eugeniusza może potoczyłoby się zupełnie inaczej, gdyby nie trafił do Paryża, gdzie zepsucia jest w bród, talent jest rzadki, gdyby na swojej drodze spotkał ludzi, którzy daliby mu wskazówki, jak żyć, by oprzeć się pokusom, nie zrezygnować z zasad.
Początkowo Rastignac chce zawdzięczać wszystko tylko sobie, pragnie dzięki ciężkiej pracy uzyskać to, o czym coraz częściej marzy. Układa więc plan działania. Aby zdobyć fortunę, oprze się na wiedzy i miłości, będzie uczonym i światowcem.  . Młodzieniec też szybko uświadamia sobie, że jest naiwny - bez protekcji, koneksji i pieniędzy w Paryżu niczego przecież nie osiągnie.
Dzięki pomocy ciotki,   trata do dalekiej kuzynki - wicehrabiny de Beauseant, a ta otwiera przed nim drzwi do paryskich salonów. Już pierwsza wizyta u tej pięknej kobiety pogłębia w nim chęć zrobienia szybkiej kariery. Odtąd coraz częściej urzekać go będzie blask i przepych pałaców, sybarytnicze życie arystokracji i paryskiej finansjery.
Rastignac ma dwoje „nauczycieli": kobietę znającą reguły rządzące światem arystokracji, wicehrabinę, i Vautrina, zbiegłego galernika. De Beauseant uczy Eugeniusza, że, by dostać się do salonów, nie wystarczy samo urodzenie - trzeba mieć także pieniądze. Zaś jedynym sposobem ich zdobycia jest znalezienie sobie bogatej protektorki. Proponuje mu też pomoc w zdobyciu Deliny, żony finansisty de Nucingen.
Od Vautrina, człowieka niezwykle cynicznego, który pogardza paryskim społeczeństwem, Eugeniusz nieco później otrzymuje inną lekcję. zbiegły galernik szybko dostrzegł, co dzieje się w duszy studenta i postanowił się nim zająa.
Wyjaśnia chłopakowi, że aby zrobić w Paryżu karierę, nie można kierować się uczciwością. Trzeba stać się osobą silną i bezwzględną. Należy zapomnieć o zasadach moralnych, uczciwości, prawie. Roztacza też przed nim plan szybkiego zdobycia ogromnego majątku. Wystarczy, jego zdaniem, że Eugeniusz zacznie zabiegać o względy Wiktoryny Taillefer, której nie jest obojętny. On zaś doprowadzi do śmierci jej brata ­jedynego spadkobiercy fortuny. Dziewczyna, gdy odzyska majątek, z pewnością podzieli się nim ze swym przyszłym mężem kobieta nie odmawia sakiewki temu, kto zdobyf jej serce].
plan działania Rastignaca - jest prosty. Najpierw musi zdobyć pieniądze. Wysyła więc listy do matki i sióstr, a kiedy otrzymuje tysiąc pięćset franków, czuje, że świat należy do niego.  Poznaje Delinę i stopniowo rodzi się między nimi silna więź. Rastignac przestaje myśleć o nauce, a coraz więcej czasu poświęca dopasowaniu się do reguł, które rządzą ludźmi wyższych sfer.   Każdego dnia nabiera nowych doświadczeń i uczy się, jak żyć i zdobywać powodzenie w świecie, do którego tak niedawno wkroczył.   Kiedy Eugeniuszowi zabraknie pieniędzy, a uczuć Deliny nie będzie jeszcze do końca pewny, zacznie zalecać się do Wiktoryny Rastignac nie od razu stał się wyrachowanym i bezwzględnym karierowiczem. Jednak im dokładniej poznawał arystokrację, tym wyraźniej uświadamiał sobie nierealność i śmieszność swoich młodzieńczych ideałow i coraz pewniej dążył do osiągnięcia celu. z początku miał w sobie jeszcze wrażliwość, odczuwał skrupuły. Wstydził się na przykład swojego listu do matki. Miał wyrzuty sumienia, że prosi najbliższych o pieniądze i myślał nawet o odesłaniu ich. Wzruszył go głęboko los ojca Goriot, którym opiekował się w trakcie jego choroby. Oburzyła go propozycja Vautrina, ktdrą uznał za ohydną i niemoralna; gdyby na nią przystał, musiałby zwątpić o samym sobie. Wiele razy przeżywał dylematy moralne, postanawiał nie poddać się obłudzie, ciężko pracować, by osiągnąć sukces.
W ciągu krótkiego czasu młodzieniec zapomniał jednak o swym cnotliwym postanowieniu, o ideałach, a jedyną amóicją stały się pieniądze i władza. Nie potrafił bowiem zrezygnować z pięknej Deliny, ze ślicznego zegarka Bregueta  . zbyt trudno było mu odmówić przyjęcia od kochanki ślicznego mieszkanka, choć wiedział, że kupił je i urządził Goriot za sprzedaną własną rentę.

Rastignac poszedf na obiad do pani de Nucingen.
Tak kończy się powieść Balzaca, który, kreśląc portret młodego studenta, z właściwą sobie wnikliwośią ukazał człowieka, który wewnętrznie się zmienia. Rastignac był zbyt młody, słaby, niedoświadczony, by oprzeć się pokusie zrobienia szybkiej kariery, zbyt łatwo zaakceptował prawa rządzące środowiskiem, które miało na niego demoralizujący wpływ. W ciągu czterech miesięcy zapomniał o uczciwej karierze prawnika, a wszystkie swoje wysiłki skupił na błyskawicznym zdobyciu pieniędzy, zaszczytów i sławy.
Fiodor Dostojewski „Zbrodnia i kara"
Pozmwizm
Jego kariera rozpoczęła się na prowincji, gdzie dzięki protekcji dwu wpływowych osób zdobył stanowisko i niezależność fnansową. Mimo iż nie znamy szczegółów dotyczących tamtego okresu, możemy przypuszczać, że swą pozycję zawdzięczał on nie zawsze uczciwym posunięciom. Wiemy bowiem, że jego „nauczycielami" i protektorami byli ludzie, których kariery legły w gruzach w wyniku ujawnienia pewnych skandalizujących faktów. Odtąd Łużyn, będący świadkiem tych wydarzeń, panicznie bał się zdemaskowania - stało się to jego życiową obsesją.
Bezwzględność i podstępny charakter Łużyna najpełniej ujawniły się dopiero w jego działaniach po przybyciu do Petersburga. Na uwagę zasługują tu w szczególności dwa epizody. Pierwszy związany jest z podejściem Łużyna do małżeństwa, drugi zaś - z jego planami zawodowymi. Na obu tych płaszczyznach nasz bohater kieruje się najniższymi pobudkami, zasługując na niechlubną etykietę karierowicza i dorobkiewicza.
Przyjrzyjmy się zachowaniu Łużyna w stosunku do Duni - siostry Raskolnikowa. Ta niezwykła osoba, pełna subtelnych uczuć, mogąca niejednego mężczyznę olśnić blaskiem swych zalet, dla Łużyna była jedynie ozdoba, kobieta, u boku której łatwiej mógłby piąć się po kolejnych szczeblach kariery. Pragnął się z nią związać nie z miłości, lecz jedynie z czystej kalkulacji, z rozsądku. Małżeństwo takie byłoby dla niego z wielu względów wygodne i pomocne w drodze do sukcesu.
Walka o względy przyszłej narzeczonej okazała się jednak niełatwa i w efekcie odsłoniła całe moralne zepsucie Piotra Łużyna.
Przyjeżdżając do Petersburga, Łużyn spotkał się z Raskolnikowem, o którym wiele dobrego słyszał od swojej narzeczonej. Pragnął więc wywrzeć na nim jak najkorzystniejsze wrażenie, przy jednoczesnym zachowaniu pewnego dystansu, gdyż uważał się za człowieka wyżej postawionego w hierarchii społecznej, przez co rościł sobie prawo do dominacji nad ubogim studentem. Spotkała go jednak przykra niespodzianka, gdyż Raskolnikow, rozdrażniony zarozumialstwem Łużyna, po krótkiej wymianie zdań wyrzucił go ze swego mieszkania. Odtąd Łużynem zaczęła kierować chęć zemsty na Raskolnikowie. Musiał jednak działać ostrożnie, aby nie stracić względów Duni. Postanowił więc przede wszystkim zniszczyć zaufanie, jakim Dunia darzyła swego brata. Napisał list, w którym doniósł, jakoby Raskolnikow oddał wszystkie z trudem uciułane przez matkę pieniądze pewnej pannie ostatniego prowadzenia - Soni Marmieładow. Jednak Raskolnikow, kierowany ogromną sympatią (a może nawet rodzącą się już miłością] dla tej dziewczyny, przeciwstawił się tej niesprawiedliwej ocenie, a nawet skłonny był postawić Sonię na równi ze swą matką i siostrą. Intryga Łużyna nie przyniosła więc pożądanego efektu i postanowił on załatwić sprawę po swojemu. W dniu pogrzebu ojca Soni zwabił ją do swego mieszkania, gdzie pod pretekstem hojności i troski obdarował ją kilkoma rublami. Roztargniona dziewczyna nie zauważyła jednak,
że ukradkiem wsunął jej do kieszeni banknot o wysokim nominale; wszystko zaś po to, by za chwilę w obecności świadków posądzić ją o kradzież. Nikczemność Łużyna została jednak natychmiast zdemaskowana, udaremniając ostatecznie próbę związania się z Awdotią Romanowną. Charakterystyczne pozostaje, że we własnym mniemaniu Łużyn nie dopuścił się aż tak haniebnego czynu, by mógł on bezpośrednio zaważyć na zerwaniu zaręczyn. Dla karierowiczów typowe bywa przekonanie, że wszystko ma swoją cenę i za pieniądze można kupić ludzkie słowa i czyny. Takim właśnie człowiekiem jest nasz bohater.  Wyrachowanie Łużyna objawiało się w całym jego postępowaniu - nawet w tak delikatnej materii, jak związek kobiety z mężczyzną. Wszystkie jego działania były zdeterminowane żądzą sukcesu. Nie dziwi więc jego postawa w kwestiach zawodowych. Przyjeżdżając do Petersburga z zamiarem przeniesienia się tu na stałe, postanowił ostrożnie rozeznać się, poznać wpływowe osobistości - nęciła go bowiem wizja związania swej przyszłości z grupami młodych działaczy, o których słyszał coś niecoś na prowincji, Zamieszkał więc z Andrzejem Siemionowiczem Liebieziatnikowem, licząc, że w towarzystwie młodego postępowca (jak mu się wydawało) najpełniej i najdokładniej zapozna się z nowymi doktrynami i prądami. W rzeczywistości owe idee niewiele go obchodziły. Pietrowicz jednak wiedział, że jego własna kariera zależy w dużej mierze od znajomości zasad, jakimi rządzi się petersburski światek. Ponadto pragnął jak najskuteczniej wykorzystać nowe kontakty dla pomnożenia własnych zasobów. Dlatego też, mimo niechęci do Lebieziatnikowa, nie rezygnował z tej znajomości.
Jednak portret Łużyna-karierowicza nie byłby pełny, gdyby nie wspomnieć o jego małostkowości, powierzchowności oraz o skłonności do megalomanii.
Dostojewski obdarzył więc swą postać cechami najbardziej charakterystycznymi dla człowieka robiącego karierę. Jego wygląd zewnętrzny, ubiór typowy dla nuworysza, jak i cechy charakteru, takie jak małostkowość, skapstwo czy
wyrachowanie powoduja, że postać Łużyna można postrzegać jako wzorcowy przykład karierowicza.
Zofia Nałkowska – „Granica”
XX-LECIE MIĘDZYWOJENNE
 
 Czy postawę Ziembiewicza można jednak oceniać jednoznacznie negatywnie?
Nałkowska ukazała go jako człowieka, który, by osiągnąć karierę, rezygnuje ze swoich ideałów i marzeń. Ma jednak świadomość, że stopniowo coraz bardziej się poddaje, o czy świadczy łatwość, z jaką usprawiedliwia wszystkie swoje poczynania. Pod wpływem ciągłych kompromisów, zmienia się jego osobowość. Ostatni etap kariery zdaje się dobitnie o tym świadczyć. Oto zaczyna on bronić się schematami, z którymi wcześniej walczył. Swą żonę obarcza obowiązkiem opieki nad Justyną Bogutdwną ­kochanką z lat młodości. Wymaga od Elżbiety zaakceptowania tej sytuacji, tak jak kiedyś jego ojciec wymagał tego od własnej żony. Przestaje też stronić od rozrywek, tak typowych dla starego Waleriana.
Historia kariery Zenona zakończyła się groteskowo i tragicznie. Pewnego dnia do jego gabinetu wtargnęła dawna kochanka ­Justyna. Dziewczyna, pogrążona wówczas w głębokiej depresji psychicznej, okaleczyła prezydenta miasta, oblewając jego twarz żrącym płynem. W niedługi czas po tym wydarzeniu Zenon popełnił samobójstwo.
Nałkowska nie wyjawia czytelnikowi, jakie przemyślenia towarzyszyły bohaterowi w ostatnich dniach jego życia. Można jedynie przypuszczać, że czuł się człowiekiem przegranym. Przez całe swoje życie dążył bowiem do osiągnięcia pozycji, która dałaby mu poczucie swobody w podejmowaniu decyzji. Nigdy jednak nie udało mu się osiągnąć tego celu i do końca pozostał uzależniony od politycznych koterii. Warunki, w których się znalazł, nie pozwoliły mu więc w pełni realizować młodzieńczych ideałów.
 
Andrzej Szczypiorski – „Początek”
Współczesność
 
Słowo „karierowicz" zazwyczaj nacechowane jest pejoratywnie. Kojarzy się bowiem z człowiekiem, który bez skrupułów dąży do osiągnięcia wyznaczonych sobie celów, najczęściej natury materialnej. W literaturze nie znajdziemy zbyt wielu przykładów bohaterów, którzy zrobili karierę w dobrym tego słowa znaczeniu, a więc dzięki uczciwości i pracowitości, a przy tym nie zdradzili swych ideałów. Warto zatem przyjrzeć się jednemu bohaterów Początku - Kujawskiemu, którego Szczypiorski przedstawił w sposób niezwykle ciepły i serdeczny.
Apolinary Kujawski wywodził się z ubogiej rodziny, mieszkającej w małym, prowincjonalnym miasteczku. Do Warszawy przybył w poszukiwaniu pracy. Był wówczas zdolnym, początkującym krawcem. Zamieszkał w wynajętej suterenie i zajmował się drobnymi usługami krawieckimi. W ciągu kilku lat zdobył nieliczne grono stałych klientów, lecz nie poprawiło to zasadniczo jego finansowej kondycji. Z czasem, dzięki wstawiennictwu sędziego Romnickiego, udało mu się zatrudnić w najlepszym w mieście zakładzie, którego właścicielem był Żyd - Mitelman. Początkowo Kujawski wahał się, czy przyjąć te posadę, zastanawiał się, czy jemu, Polakowi, wypada zatrudnić się u Żyda. Nie czuł wprawdzie niechęci do tej nacji, lecz Polaków zwykł uważać za naród lepszy i bardziej szlachetny.
Kujawski był jednak człowiekiem prawym i prostodusznym, toteż oócując ze sprawiedliwym i uczciwym Mitelmanem, szybko zweryfikował swoje małomiasteczkowe poglądy na temat Żydów. Dzięki wrodzonemu talentowi i sumienności, w krótkim czasie udało mu się zdobyć zaufanie i przychylność właściciela zakładu.
W 1940 roku Mitelman wraz ze swoją rodziną został przesiedlony d0 getta. Swój warsztat oraz magazyny wypełnione towarem pozostawił pod Opieką Kujawskiego, jako że wierzyf mu jak rodzonemu ojcu. Od tej chwili młody krawiec zarządzał zakładem, który zaczął przynosić ogromne dochody. z części zarobionych pieniędzy Kujawski utrzymywał Mitelmana, resztę odkładał. Stawał się coraz bogatszy i mocniejszy, lecz wcale go to nie cieszyło, ponieważ wiedział, że dzieje się straszna niesprawiedliwość, że Żydzi cierpią, umierają, giną, a to była kara za ich grzechy ponad wyobrażenia ludzkie, nawet jeśli srodze zgrzeszyli, nie dając wiary słowu Zbawiciela. Poza tym,
Po dwóch latach, wiosną 1942 roku Mitelman umarł w getcie, a kilka dni później zabito też jego syna - jedynego spadkobiercę majątku. W ten sposób krawiec Kujawski wszedł w posiadanie zakładu krawieckiego, który dzięki zapotrzebowaniu na bryczesy oraz spodnie dla oficerów Wehrmachtu przynosił niesłabnące zyski. Kujawski, z właściwą sobie prostotą i szczerościa, tłumaczył, dlaczego interesów z Niemcami nie uważa za moralnie naganne. Wiedział, że w tych trudnych czasach należy wspierać ubogich i krzywdzonych ludzi, a do tego potrzebował pieniędzy. Wykorzystywał więc wszystkie możliwości zarobkowania.
Kujawski stał się wkrótce jednym z bogatszych i bardziej szanowanych obywateli miasta. Jego pozycja wzrosła dodatkowo z chwila, gdy zajął się skupowaniem dzieł sztuki.

Szacunek, jakim zaczęto go darzyć, nie zmienił jego stosunku c ludzi, a tym bardziej do siebie samego. Był bowiem człowiekiem nad wyraz skromnym, który zna swoje miejsce w świecie.
Mimo iż Kujawski nie byf człowiekiem o wygórowanych ambicjach intelektualnych i odczuwaf niekiedy pewną niechęć do własnego umysłu, to jednak posiadał niezwykle wrażliwą duszę. Gromadząc wartościową kolekcję dzieł sztuki, marzył skrycie, że po
zakończeniu wojny przekaże jąjednemu z warszawskich muzeów. Handel obrazami i bibelotami dawał mu poczucie satysfakcji i spełnienia. Mógł dzięki niemu bywać w arystokratycznych domach, bo stąd właśnie najczęściej pozbywano się wartościowych przedmiotów. Ludzi z wyższych sfer, nawet jeśli byli ubodzy, podziwiał i darzył szacunkiem, co jeszcze bardziej potęgowało jego wrodzoną skromność.
Kujawski pragnął pomagać tym szlachetnym ludziom, lecz by nie uchodzić za grubianina, czynił to z rozmysłem i taktem. Często zdarzało mu się świadomie przepłacać za nabywany od nich towar. za obraz kupiony od sędziego Romnickiego dałby każda cenę, byle tylko] znów siedzieć na wytartej kanapce w tym salonie, gdzie się unosif zapach starych przedmiotów i pyłu z wielu książek.
Jako kupiec był człowiekiem niezwykle sumiennym i uczciwym. Wyjątek stanowią transakcje z Niemcami, co nie budzi kontrowersji, zważywszy, że żył w okupowanej przez nich Warszawie. Kujawski zatem lubif tych Niemców oszwabić i chętnie to czynił, gdyż wiedział, że przedmioty, jakie mu oferowali do nabycia, niemal zawsze pochodziły z rabunku.
Piękne i ofiarne życie krawca Kujawskiego zakończyło się jesienią 1943 roku. zginął wówczas rozstrzelany przez Niemców pod murem jednej z warszawskich kamienic. Lecz nawet w chwili poprzedzającej śmierć zdążył wybaczyć swym katom, bo wiedział, że oni także umrą, a śmierć nie oczyści ich z har:by. Wybaczyf wszystkim ludziom i całemu światu, który uznaf za źle urządzony i sprzeciwiający się zamysłom Boga, ponieważ chciaf świata, w którym każdy będzie wolnym człowiekiem, bez względu na swoją rasę, narodowość, światopogląd, kształt nosa, sposób bycia i numer obuwia.
Śledziliśmy kariery wielu bohaterów literackich, między innymi Łużyna, ziembiewicza czy Rastignaca, i za każdym razem dochodziliśmy do wniosku, że człowiek pragnący błyskawicznie zdobyć majątek zatraca swoje ideały, staje się konformista, a ludzi zaczyna traktować przedmiotowo. Przedstawiona powyżej historia krawca Kujawskiego stanowi swoiste zaprzeczenie wszystkich obiegowych sądów na temat kariery. Bohater Szczypiorskiego zawdzięczał swą pozycję wyłącznie własnej uczciwości i pracowitości. Nigdy nie sprzeniewierzył się swoim ideałom. Był człowiekiem, który do końca swych dni nosif w sercu miarę sprawiedliwości, dobroci i miłości bliźniego.
Zbigniew Herbert „Powrót prokonsula"
Współczesność
 
Jednym z najbardziej znanych wierszy z. Herberta, w którym pojawia się tak charakterystyczne dla niego odwołanie do dawnych dziejów, jest Powrót prokonsula z tomu Studium przedmiotu (1961 r.). Występujące w utworze wzmianki o cesarzu, dworze cesarza, Tacycie, Druziuszu sugeruja, że wydarzenia tu opisane rozgrywają się w starożytnym Rzymie, rządzonym przez tyrana. Wiersz, który ma formę przypowieści, jest swoistym studium kariery i despotycznej władzy. Herbert zadaje tu pytania natury etycznej. Jaką cenę moralną płaci się za osiągnięcie określonej pozycji w hierarchii władzy? Czy aby zdobyć wysokie stanowisko, trzeba pójść na kompromis, zrezygnować z ideałów, marzeń, a niekiedy i zatracić samego siebie?
Prokonsul - wysoki urzędnik rzymski - wyjechał, a może został odesłany, na prowincję, gdzie najwyraźniej nie czuje się dobrze. Wszystko wydaje się być tu obce, nieprzyjazne. Nie sprawiają mu radości ani pełne słodyczy liście sykomoru, ani widok nieba, które jest puste. Daleko od miasta drzewa są bez korzeni domy bez fundamentów deszcz szklany l kwiaty pachną woskiem. Prokonsul zastanawia się więc nad powrotem na dwór cesarza i próbuje przekonać nas, czytelników, ale głównie chyba samego siebie, że podejmuje słuszną decyzję. Prokonsul nie jest człowiekiem naiwnym. Przez całe lata poznawał środowisko dworskie jeszcze raz spróbuję czy można tam żyć] i świetnie zdaje sobie sprawę z tego, że wraz z powrotem, choć dużo zyska, to również wiele straci, bowiem dwór cesarza to gniazdo fałszu i obłudy. Trzeba tu umieć ułożyć się z twarzą, powściągnąć pogardę, by nie narazić się władcy, od którego woli i humoru wszyscy są uzależnieni. Aby utrzymać się w otoczeniu cesarza, należy wyzbyć się własnych poglądów, przyjąć postawę konformisty i szybko zdobyć umiejętność poruszania się w gęstwinie krętactw i dworskich intryg. Urzędnik, by utwierdzić się w przekonaniu, że żyjąc na dworze, nie przekroczy pewnych zasad moralnych, otacza się siatką samousprawiedliwień. Planuje, że przyjmie postawę obserwatora, nie ulegnie
Planuje, że przyjmie postawę obserwatora, nie ulegnie obyczajom panującym w pałacu, zachowa dystans wobec rozgrywających się tam wydarzeń. Postanawia, że nie będzie wina z cesarzem:
Wiersz z. Herberta to tzw. liryka roli, tzn. liryka, w której nie można identyfikować podmiotu lirycznego z autorem. Poeta ukrywa się za postacia, która wypowiada się w jego wierszu i jednocześnie zachowuje w stosunku do niej pewien dystans, który często zaznaczony jest lekką ironią. Ta ironia właśnie powoduje, że czytelnika, który już byłby skłonny uwierzyć w szczerość intencji bohatera lirycznego, nagle zaczynają ogarniać wątpliwości. Powoli bowiem uzmysławia sobie, że przecież prokonsul jest wysokim urzęnikiem państwowym, który zasmakował już władzy i zaszczytów i choć z niechęcią wspomina stosunki panujące na dworze, to przecież nie potraf poza nim żyć. Nawet przez moment nie bierze pod uwagę tego, że mógłby być z dala od władzy  Tu przecież mają miejsce ważne wydarzenia, zapewne podejmowane są istotne decyzje o awansach i karierze. Zapewnienia podmiotu lirycznego óudzą też nasze zastrzeżenia i
z innych względów. Otóż czy może on choć przez chwilę myśleć o tym, że zachowa czystość moralną i wewnętrzną wolność, skoro - znająo okrucieństwo satrapy - potraf go usprawiedliwić; godzi się z jego niektórymi zachowaniami?
Pojawia się jeszcze jedno pytanie. Czy niezależność, którą ma na myśli prokonsul, faktycznie polega na tym, że przez cały czas kontroluje się swoje zachowanie i pamięta o tym, by dolna warga umiata powściągnąć pogardę, oczy byty idealnie puste i nie drżał podbródek, gdy wchodzi dowódca gwardii?
ostrzeżeniem przed cena, jaką się płaci za karierę: ... zginie albo zostanie fajdakiem, o ile naprawdę zdecyduje się kiedyś powrócić.